Święta, święta i po świętach… niestety taki ich urok. Wyczekuje się, sprząta, przygotowuje, a one tak szybko mijają. Na szczęście ja miałam dziś mały powrót do świątecznego klimatu, ponieważ robiłam zdjęcia małemu, uroczemu świątecznemu skrzatowi.
Czy ona nie jest urocza?






Zakochałam się. Ale miłość to naprawdę cierpliwa musi być. Przyszłam do Ani, Marcina i Franka i musiałam prawie 2 godziny czekać, aż mały się wyśpi… a że u taty na brzuchu śpi się najlepiej to Frankowi zupełnie nie było śpieszno do sesji.




Tutaj mały ziew i się w końcu powoli budzimy:

I nieszczęście… Franek ma już chyba dosyć taty…

Kochana mama uratowała synka


I love mummy!







Tak biedaka wymęczyliśmy, że sesja skończyła się długą drzemką. Takie są w końcu uroki bycia niemowlakiem. I znów się przytulamy, tym razem do mamusi.



