Zuzia miała mieć sesję jako noworodek, ale niestety się nie udało.
Dziś fotografowałam już 4,5 miesięczną modelkę. No już dawno mi nikt tak uroczo nie pozował. Potencjał jest







Cudowni jesteście… Wychodząc wczoraj na sesję wiedziałam, że pójdzie łatwo i przyjemnie. Tak to jest jak się na tak uroczą i zdrowo walniętą parę trafi.
Sesja zaczęła się dość zabawnie. Najpierw na dwa auta pół godziny krążyliśmy w okolicach ul. Kopernika w poszukiwaniu miejsca parkingowego, żeby w końcu na bramie Ogrodu Botanicznego przeczytać: ZAPRASZAMY W KWIETNIU
Mamy nauczkę – sprawdzać takie rzeczy wcześniej. Hehe
Ale to nam humorów nie popsuło. Wręcz przeciwnie.
No i chłopak z gitarą, piękne słońce, tony liście w kolorowym parku. Wymarzone okoliczności do robienia sesji.
Madziu. Jestem z Ciebie dumna. I mam nadzieję, że nie odchorujesz tej sesji. Bo 4 godziny w sukni ślubnej, podczas gdy ja byłam ubrana na cebulkę, to nie lada wyczyn.
A poniżej zapowiedź naszej sesji.






(a tu małe turystki podziwiały piękną księżniczkę na drzewie)
(Mateusz tak się poświęcał w trakcie sesji)
Jedno z moich ulubionych zdjęć z tego roku, albo nawet dwa… a na nich Kasia i Radek. Sesja ślubna odbyła się na zamku w Ogrodzieńcu, czego na załączonych zdjęciach nie widać, bo udało mi się zaciągnąć ich w krzaki
I moim zdaniem było warto.
Do zobaczenia we wtorek



