To był dzień. Aż szkoda było wracać do domu i mój Maciej-mąż musiał mnie uratować, bo pewnie by mnie porwali
Tak to jest jak się ktoś zakocha w swoim fotografie ;] …z wzajemnością oczywiście.
Było niesamowicie i w sumie to wszystko od samego początku na to wskazywało. Łącznie z tym, że od pierwszego wejrzenia zakochałam się w Idze i jej przepięknej sukni (od razu byłam pewna, że to suknia z domu mody sukien ślubnych Madonna). Iga, wyglądasz w niej po prostu zjawiskowo.
Ucieszyłam się bardzo, bo Iga i Michał od samego początku mieli pomysł na swoją sesję. Zaczęliśmy ją w ich nowym, jeszcze nie wykończonym mieszkanku (uzbrojeni w stylowe kaski oczywiście)… Oj, nie zazdroszczę Wam kochani remontu.
Był też kopiec Krakusa, spacer po Kazimierzu, pyszna herbatka… i garaż podziemny. A będzie…. obiad w Ikei. Na co już czekam
Poniższe zdjęcia to tylko namiastka tego co się działo. I na pewno będzie ich więcej.
Aha. I takie małe spostrzeżenie z sesji – chyba będę namawiała każdą parę młodą, żeby sesję plenerową robić po podróży poślubnej – uśmiechnięci, wypoczęci, opaleni, zakochani… wprost wyśmienicie przygotowani na dzień męczarni ze mną w roli głównej.













Długo się nie mogłam zebrać, żeby umieścić ten wpis. Jestem w trakcie tworzenia swojej nowej strony i to mi trochę czasu pochłania.
Plener ślubny Marzeny i Tomka odbył się w 40 stopniowym upale, ale Państwo Młodzi nie dali się i dzielnie pozowali. Tym razem plener odbył się w kopalni gliny i po tym spacerze Marzena pierwsze co musi zrobić to oddać suknię do pralni. No ale sama chciała i wydaje mi się, że było warto.
Efekty naszej pracy poniżej.















